NR 23 JUŻ JEST !!!

KLIKNIJ  NA OKŁADKĘ! 
Image 
 

CO NA FORUM

REKLAMA | ZAMKNIJ

 

Z ARCHIWUM HISTORII BRISTOLU

CABOT CZY KOLUMB

Kto jako pierwszy odkrył Amerykę? Czy był to Krzysztof Kolumb, który dotarł w 1492 r. do Karaibów? Czy może Amerigo Vespucci, którego historia posądza o fabrykację faktów? Wiele…     ****CZYTAJ WIĘCEJ****

Avon - Rzeka pełna tajemnic

Image Anglicy kochają dwie rzeczy: zwierzęta i wodę. Na temat ich pierwszej pasji mnóstwo informacji można znaleźć choćby w internecie. Na temat tej drugiej zostaje tylko milczenie. Wystarczy jednak wspomnieć o rzece Avon, przepływającej przez Bristol, a temat ożywa. Bo to jedna z zaledwie dwóch rzek na świecie, która ma przypływy i odpływy. A miejscowi na jej punkcie po prostu wariują. I to dosłownie.

Wyobraźcie sobie, że zostawiacie na parkingu przy plaży swoje auto. Jest niedziela. Słońce świeci, piękna pogoda. Aż chce się żyć. Idziecie więc do kina, restauracji, na spacer. Po prostu odpoczywacie na całego. A kiedy wracacie wieczorem, waszego samochodu już nie ma. Dlaczego? Bo właśnie zabrał go przypływ... Odzyskacie swoje cacko? Może i tak, ale do jazdy to on się nadawać już raczej nie będzie. Taka właśnie jest rzeka Avon, przepływająca przez Bristol, trzecie co do wielkości miasto w Anglii. Nieobliczalna, tajemnicza i fascynująca z jednej strony, ale też groźna, zachłanna i nieposkromiona z drugiej. Jeśli więc zdecydujesz się na spotkanie z tym ziemskim żywiołem, sprawdź, czy jesteś na niego odpowiednio przygotowany.

Nie chcą się ujawniać

Wiele jest rzek w Zjednoczonym Królestwie, które noszą imię Avon. Większość z nich przepływa przez Anglię, ale zdarzają się też źródła w Szkocji, Walii czy Irlandii. Okręg, w którym leży między innymi Bristol, Swindon i Bath, przywdziano w nazwę Avon. Co niektórzy wciąż kojarzą ją z imieniem pewnej firmy kosmetycznej, oferującej swe produkty za pomocą katalogów rozrzucanych co trzy tygodnie w skrzynki okolicznych sąsiadów. To na szczęście tylko nieliczni.Liczbę zapaleńców szacuje się na kilkaset osób. Porzucili wszystko: dom, pracę, stabilizację. Zostawili „tylko”, choć dla nich to „aż”, to, co było im zbędne. W zamian zyskali wolność, szersze horyzonty, nowe życie. A to coś więcej niż słodki hoolywodzki film o miłości w collegu. To prawdziwa pasja i sposób na nową egzystencję. Prawie jak zaczynanie od nowa. Tyle że, z małą różnicą, ich portfele są bardzo zasobne. Inaczej by się na to nie zdecydowali: - Nigdy nie żałowałem, że znalazłem się na wodzie. Codzienność na barce dla niektórych może wydać się nudna i wręcz nie do przezwyciężenia. To nieprawda. Choć i ja tak myślałem na początku. Dopiero po dłuższym okresie czasu okazało się, że świat stanął przede mną otworem. Nigdy bym nie przypuszczał, że na starość będę się tak świetnie czuł. A jednak... – mówi ule78. To nick internetowy jednej z tych osób, które zmieniły swoje życie o 360 stopni. Nie ujawnia swojej tożsamości. Nikt z „żyjących na barkach”, bo tak się o nich zwykło mówić, nie chce. Wolą pozostać anonimowi. Nie chcą, żeby media wtargnęły siłą w ich życie. Nie chcą, żeby ktokolwiek to robił. Nie po to uciekali na wodę.Jak doszło do tego, że ule78 znalazł się na barce? Po prostu. Całe życie pracował w jednym z najlepszych banków w Anglii. Księgowy, wiadomo, pieniądze. I to duże. Napatrzył się. A przy okazji i sporo zarobił. Kiedy znalazł się na emeryturze, postanowił coś w swoim życiu zmienić. Nie mógł tak po prostu wstawać rano, czytać przy śniadaniu gazetę, potem czekać na obiad, oglądać tv, czekać na kolację, czytać popołudniówkę, a na koniec iść spać po dwóch kieliszkach czerwonego wytrawnego. Porozmawiał więc z żoną. Ta nie miała nic przeciwko, choć na początku oponowała. Okazało się jednak, że i dla niej życie w czterech ścianach, to katorga. Kredyty pospłacane, pieniądze na koncie są. I to spore. Sprzedali więc dom. W zamian kupili barkę. I zamieszkali na wodzie. I tak żyją od odpływu do przypływu. Albo na odwrót. Po prostu żyją. Nie zniechęca ich nawet fakt, że większość ludzi uważa ich za dziwaków. Oni mają swoje racje. I tylko się dla nich liczy. Oczywiście, poza wolnością.

 Image Zapominają o wszystkim

Takich, jak oni jest w Bristolu kilkaset. Żyją zgodnie z zegarem, który wyzmacza im natura. – Około południa zaczyna się odpływ. Wtedy właśnie krnąbrna rzeka zamienia się w pustynię. Nieświadomi niczego ludzie zostawiają więc auta na pustych plażach i idą się zabawić. Ale zaledwie kilka godzin później woda wraca i znów jest jej pełno. To przypływ. Nieraz słyszałam opowieści o zwolennikach wolnego życia, którzy w końcu łamali się, gdy zobaczyli swoje nowe auta (rocznik 2005, 2006 lub nawet 2007... – red.) zanurzone po dach w wodzie – mówi Agnieszka Kornat, która choć mieszka w Bristolu od ponad 30 lat, wciąż nie może się nadziwić zjawisku masowej emigracji Anglików na wody Avonu. A miało być tak normalnie... Wzdychali. Większość insurance – ów nie przewiduje niestety zwrotu pieniędzy z tytułu zalania samochodu. Bo to się raczej nie zdarza, żeby woda ogarnęła stojące na ulicy auto. Nikt z żadnego z towarzystw ubezpieczeniowych nie przypuszczał jednak, że może pojawić się jednak taka potrzeba, jak w Bristolu.Kolejny z uczestników forum „barkowców” mówi, że niewielu może się dziś zdecydować na taki wysiłek. Zostawić dom, rzucić wszystko i mieszkać na wodzie. – To nie tylko pasja, przygoda i poszukiwanie nowych i niesamowitych wrażeń. To także próba oddzielenia codzienności od życia, które sobie wspólnie wymarzyliśmy. Bieganie za pieniędzmi do niczego dobrego nie prowadzi. Mnie jest łatwiej o tym mówić, bo mam trochę oszczędności, ale pieniądze to nie wszystko. Liczy się pomysł na coś nowego. Coś, co pozowoli nam uciec od smutnych obowiązków rzeczywistości. Woda, spokój, zamiłowanie do spełniania własnych marzeń. To się liczy. Wszystko inne pozostaje na drugim planie – mówi jacob.Takich jak on dziś w Bristolu nie brakuje. I wciąż przybywają nowi.

Nie tylko rzeka

Zapaleńców, turystów, jak i samych mieszkańców Bristolu przyciąga nie tylko rzeka Avon, ale i wiszący nad nią, prawie w centrum miasta most Clifton Suspension Bridge. Jego konstrukcja zaprojektowana została przez wybitnego inżyniera Isambarda Kingdoma Brunela.Budowa długiego na 216 m., wysokiego na 26 m., i zawieszonego 76 m. nad lustrem rzeki Avon mostu trwała 28 lat (rozpoczęto ją w 1836 r., ostanią cegłę położono w 1864) i została ukończona już po śmierci Brunela. Kształt mostu jest charakterystyczny dla epoki wiktorianskiej, w której powstał. Dodatkowo posiada on także dekoracje w postaci Sfinksów i hieroglifów umieszczonych na pylonach.Solidna konstrukcja i przemyślane rozwiązania techniczne sprawiły, że most od ponad 100 lat jest wizytówką Bristolu i nadal służy mieszkańcom miasta. Rocznie przejeżdża przez niego około cztery miliony samochodów. Do 1991 r. ruch przez most był nieodpłatny, pózniej jednak została wprowadzona opłata, która aktualnie wynosi 50 p.Cóż, nic dodać nic ująć. Wycieczka do Bristolu nad rzekę Avon, to obowiązkowy szlift każdego z Polaków podczas pobytu w Anglii. Takiego, prawie nadprzyrodzonego zjawiska, po prostu nie można przegapić.

Artur Rynkiewicz GONIEC POLSKI  arynkiewicz@yahoo.co.uk

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

BRISTOLSKIE CIEKAWOSTKI

LORD VADER Z BRISTOLU
ImageMało kto wie, że w postać Dartha Vadera  z „Gwiezdnych Wojen” wciela się bristolski kulturysta, sztangista i aktor David Prowse, absolwent Bristol Grammar School. Prowse użycza Vaderowi jedynie ciała – jego kwestie mówione zostały wycięte a reżyser George Lucas zadecydował o powtórnym dubbingu zrobionym przez Jamesa Earla Jonesa. Ponoć tembr głosu nie leżał reżyserowi – złośliwi mówią jednak o specyficznym akcencie Prowse’a, dzięki któremu zyskał on przydomek Darth Farmer.
 

KOMENTARZ PRZED PÓŁNOCĄ

O SUBTELNOŚCI SPŁUCZKI

Przeczytałem gdzieś kiedyś, że rodzaj ludzki dzieli się następująco: na orłów i na tak zwanych dziobaków. Pojęcie orła wydaje się być wystarczająco jasne, dziobak natomiast jest to taki drób, który dziobie sobie równo wszystko to, co mu podsypie życie. Bez wyjątku…     ****CZYTAJ WIĘCEJ****