NR 23 JUŻ JEST !!!

KLIKNIJ  NA OKŁADKĘ! 
Image 
 

CO NA FORUM

REKLAMA | ZAMKNIJ

 

Z ARCHIWUM HISTORII BRISTOLU

CABOT CZY KOLUMB

Kto jako pierwszy odkrył Amerykę? Czy był to Krzysztof Kolumb, który dotarł w 1492 r. do Karaibów? Czy może Amerigo Vespucci, którego historia posądza o fabrykację faktów? Wiele…     ****CZYTAJ WIĘCEJ****

New Model Army w Londynie

ImageNew Model Army, Astoria,  London, 17 December 2006

To była niespodzianka, na którą czekałem od 6 października. Właśnie tego dnia byliśmy z Brzozzim na koncercie Paula Rodgersa, po którym mieliśmy iść do The Hatchett, żeby dalej świętować moje urodziny, ale niestety Brzozzi musiał wracać do domu do chorych córek i tak to zostawił mnie samego w wielkim mieście w środku nocy. Na odchodne obiecał mi, że jak uda mi się przeżyć tę noc, postawi mi bilet na jakiś najbliższy koncert. Udało mi sie przeżyć i nawet miesiąc przebywałem w Polsce i tu nagle telefon, że w niedzielę jedziemy na koncert. Musiałem sie sporo nagimnastykować, żeby zamienić shifty w pracy i zdążyć na autobus, odjeżdżający o godz. 14:45. Zdążyłem w ostatniej chwili, ponieważ sporo czasu straciłem szukając miejsca do parkowania.

 

Brzozzi był kierownikiem wycieczki, więc to on opracował plan dotarcia do Astorii. Tak więc z Victoria Coach Station musieliśmy przejść do metra i stamtąd dwoma pociągami udało się nam dojechać na miejsce. Brzozzi założył, że będziemy mieli dużo wolnego czasu i zabrał do Londynu list do wysłania. Niestety okazało się, że znalezienie skrzynki pocztowej to nie taka prosta sprawa i zajęło mu to więcej niż myślał. Jednak ponieważ do Astorii zaczęli wpuszczać o godz. 19:00, jeszcze zdążyliśmy się posilić w jakiejś chińskiej knajpie.

 

Astoria to klub gejowski więc ja, od urodzenia wielbiciel kobiet, czułem sie trochę spłoszony. Pomyślałem, czekając pod klubem na szukającego skrzynki pocztowej Brzozziego, kurde, a niech mnie zobaczy ktoś znajomy i już będzie obciach. W końcu weszliśmy do środka. Przy wejściu bramkarze obojga płci obmacują wchodzących, czy nie mają niebezpiecznych przedmiotów i utworzyly się dwie kolejki, jedna dla mężczyzn i jedna dla kobiet. Kobiet było nawet sporo i to w bardzo różnorodnym odzieniu i z fantazyjnymi fryzurami. Bardzo mi się takie kobiety podobają, ale nigdy nie miałem szczęścia z kimś takim się bliżej zapoznać. Może dlatego, że sam wyglądam raczej normalnie? Nie wiem. Co mi się bardzo spodobało to to, że wszystko było dobrze zorganizowane. W szatni, oprócz tzw. numerka, osoba przyjmująca okrycie do przechowania pytała o inicjały właściciela. To prosty sposób na to, żeby ktoś kto znajdzie taki “numerek”, nie mógł zabrać kurtki właściciela. Bardzo to pomysłowe.

Najpierw weszliśmy na salę główną z której dojrzeliśmy, że na górze są miejsca siedzące, gdzie udaliśmy się, pokonując szereg wijących się korytarzy. Zajęliśmy malutki stoliczek dla dwóch osób i gejom siedzenie przy nim na pewno się podoba, bo nie było szans, żeby się nie dotykać przynajmniej nogami. Kupiliśmy napoje chłodzące, jako że nieco się zmęczyliśmy tym chodzeniem, i punktualnie o godz. 20:00 rozpoczął sie koncert. Jako support zagrał nieznany mi zespół, ale przez 45 minut grali bardzo intrygująco i nie najgorzej mieszaninę rocka i post-punk rocka. Później dowiedziałem się, że zespól nazywał się Nozzle a na gitarze grał Dave Blomberg, o którym za chwilę jeszcze wspomnę.

 

W czasie 15-minutowej przerwy, w czasie której usuwano instrumenty su
pportującej kapeli, po raz pierwszy w życiu zobaczyłem w ekipie technicznej dziewczynę. Była bardzo zgrabna i jej praca wyglądała tak: O! Kabelek! I z gracją wyciągała kabelek z gniazda. Miły to był widok, ale po chwili zgasły światła i z mroku zaczęli wychodzić poszczególni członkowie New Model Army. Pierwszy został przywitany brawami wokalista i gitarzysta Justin Sullivan, lider i założyciel kapeli. Potem kolejno perkusista Michael Dean (dołączył do NMA w 1997 roku), basista Nelson (1989), klawiszowiec i gitarzysta Dean White (2003) i na końcu najnowszy “nabytek” grupy – gitarzysta prowadzący Marshall Gill, który w ubiegłym roku zastąpił grającego w zespole od 12 lat Dave Blomberga. Marshall to bardzo charakterystyczna postać, albowiem jest to bardzo żwawy młodzieniec, pozbawiony włosów na głowie, ale za to będący właścicielem bardzo długiej, w stylu Osamy Bil Ladena brody.

Zaczęli od utworu “Rumour & Rapture (1650)”, pochodzącego z ich najnowszej EP-ki “BD3”. Z tej EP-ki zagrali wszystkie piosenki, czyli tytułową “BD3” i “Caslen”. Jako drugi utwór wykonali “Space”, z dobrze mi znanego albumu “Raw Melody Man” z 1991 roku. Z tego samego albumu zagrali jeszcze “Vagabonds”, na bis “Purity” i jako ostatni utwór zabrzmiał “Get Me Out”. Koncert w połowie wypełniały utwory pochodzące ze starych płyt i w połowie z ostatnich. Mi osobiście najbardziej przypadły do gustu te pierwsze, zwłaszcza z mojej ulubionej płyty “Thunder & Consolation”. To chyba ich najlepszy album i nie bez powodu wśród bisów znalazły się kompozycje “Whitecoats” i “125mph” a wcześniej piękna balladka “Ballad of Bodmin Pill”, właśnie z “Thunder...”.

 

Kiedy tak słuchałem kolejnych dźwięków, dobywających się z estrady, nasunęły mi się myśli, związane z wiekiem zespołu a zwłaszcza jego lidera Justina Sullivana. Facet ma 50 lat a śmiga po tej estradzie całkiem całkiem, ma sporą grupę wiernych fanów i chociaż po płycie “Raw Melody Man”, firma EMI Music nie odnowiła z zespołem kontraktu, nadal co rok, co dwa lata, ale regularnie wydają kolejne płyty i z powodzeniem koncertują. Dla mnie, mieszkańca Polski, po ukazaniu się tej płyty słuch o kapeli zaginął a tutaj proszę bardzo: chłopcy nadal koncertują i nagrywają nowe płyty. Poza tym biorą udział w różnych projektach artystycznych, np. niedawno, bo 27 listopada, w Salford koło Manchesteru otwarto wystawę New Model Army Art & Artefacts Exhibition. Wystawa bedzie czynna do 18 lutego 2007 i można tam obejrzeć różne prace, zdjęcia i memorabilia, związane z zespołem NMA, np. tę kurtkę, promującą płytę “Ghost of Cain"

Dla tych, którzy nie znają kapeli, należy sie kilka słów informacji. Otóż New Model Army powstał w 1980 roku w Bradford. Jest to zespół rockowy, ale ze względu na polityczne teksty i etykę klasy robotniczej, klasyfikowany jako punk-rockowy. Pierwsza płyta, singiel “Bittersweet” ukazał się w marcu 1983 roku. Miesiąc później ujrzał światło dzienne ich pierwszy album “Vengeance – The Independent Story”. Od tego czasu grupę określano bardzo różnie, m.in. że oprócz punk-rocka grają też folk rock, indie rock, gothic rock a nawet metal. W rzeczywistości to grupa rockowa w której repertuarze mamy do czynienia z różnymi gatunkami muzycznymi, ale teksty zawsze są bardzo poetyckie i często zawierają jakieś przesłanie dla ludzkości, jak np. w utworze “51st Estate”, w którym zespół śpiewa o amerykańskim imperialiźmie. Justin Sullivan, kompozytor większości materiału, przy opracowywaniu słów do swoich utworów, bardzo często korzystał z pomocy brytyjskiego artysty, pisarza i poety – Jollza Denby’ego. Jollz jest również odpowiedzialny za charakterystyczny image zespołu. To właśnie on projektował okładki płyt, merchandise, t-shirts, itp. Obecnie NMA uważa się bardziej za organizację niż za zespół, stąd niska działalność koncertowa i nagraniowa.

 

Sumując koncert, było to bardzo udane widowisko, aczkolwiek duży minus trzeba postawić przy nagłośnieniu. Trochę mnie to dziwiło, ponieważ zespół wcześniej grywał w tym klubie i można było to lepiej przygotować technicznie. Czasami było tak źle, że miałem problemy z rozpoznaniem największych przebojów grupy. Brakowało mi w skladzie skrzypiec i harmonijki ustnej, które to instrumenty powodowały, iż zespół był od razu bardzo łatwo rozpoznawalny. Jednakowoż koncert uważam za udany i dziękuję Brzozziemu za to, że mnie wyciągnął z domu.

 

Już bez kłopotów trafiliśmy z powrotem na Victoria Coach Station i o godz. 23:30 odjechaliśmy luksusowym autokarem National Express do Bristolu.

 

Przy okazji pobytu w Londynie dowiedziałem się o koncercie Rogera Watersa w Londynie. W internecie wyszukałem, że w maju artysta da trzy koncerty: 7 w M.E.N. Arena w Machesterze, 8 w NEC Arena w Birmingham i 11 w Earls Court w Londynie. Na koncertach zostanie w całości wykonana “The Dark Side of the Moon”, chyba jedna z najważniejszych płyt wszechczasów. Ja jadę, tylko jeszcze nie wiem czy do Londynu, czy do Birmingham.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

BRISTOLSKIE CIEKAWOSTKI

WÓDKA, PO KTÓREJ NIE BOLI GŁOWA ?
ImageDavid Nutt z Uniwersytetu w Bristolu opublikował projekt "zdrowej" wódki w czasopiśmie "Journal of Psychopharmacology". Brytyjski farmakolog twierdzi, iż wynaleziona przez niego substancja będzie działać tak jak zwykła wódka, ale wywoływać tylko niektóre efekty działania alkoholu, tylko te,które uważamy za miłe i pożądane. Po wypiciu mikstury będziemy czuć się zrelaksowani i weseli ( nie będziemy wszczynać awantur w trakcie imprezy) i unikniemy porannego kaca i chorób wątroby.
 

KOMENTARZ PRZED PÓŁNOCĄ

O SUBTELNOŚCI SPŁUCZKI

Przeczytałem gdzieś kiedyś, że rodzaj ludzki dzieli się następująco: na orłów i na tak zwanych dziobaków. Pojęcie orła wydaje się być wystarczająco jasne, dziobak natomiast jest to taki drób, który dziobie sobie równo wszystko to, co mu podsypie życie. Bez wyjątku…     ****CZYTAJ WIĘCEJ****