NR ŚWIĄTECZNY JUŻ JEST !!!

KLIKNIJ  NA OKŁADKĘ! 
Image 
 

CO NA FORUM

REKLAMA | ZAMKNIJ

 

Z ARCHIWUM HISTORII BRISTOLU

CABOT CZY KOLUMB

Kto jako pierwszy odkrył Amerykę? Czy był to Krzysztof Kolumb, który dotarł w 1492 r. do Karaibów? Czy może Amerigo Vespucci, którego historia posądza o fabrykację faktów? Wiele…     ****CZYTAJ WIĘCEJ****

Budgie w Bristolu

Image Budgie w Bristolu, Bierkeller Club, All Saints Street, 02.11.2006

Image Kiedy we wrześniu postanowilem sobie zaplanować swój udział w koncertach na najbliższe miesiące, złapalem się za głowę i pomyślałem: skąd ja wezmę na to tyle kasy? Bierkeller – Y&T, WASP, (hed) pe, Vader, Highway 61 Revisited, Budgie; Colston Hall – John & Vangelis, Paul Rodgers, Al Stewart, Keith Tippett; Carling Academy – UFO, The Cult,  Presidents of the United States of America, The Fleece – Wishbone Ash,  a na dodatek Slayer w Cardiff. A gdzie kino, spotkania w the Hatchet Inn, płyty CD i winyle, wyjazdy do Tate Gallery i Royal Academy of Art, muzyka klasyczna i jazz? Boże, musze szybko zmienić pracę. Całe szczęście, że w niedzielę na miesiąc wyjeżdżam do Polski, bo w listopadzie znów masa atrakcji: Barclay James Harvest, Climax Blues Band, Rancid, John Mayall & The Bluesbreakers, Motorhead, Paul Carrack, żeby wymienić tylko to, na co bardzo bym chciał iść. Całe szczęście, że to już listopad i na koncie pojawiła sie wypłata, więc na koncert Budgie szedłem mniej zestresowany.

Rzecz jasna, na forum portalu Polski-Bristol podałem informację o koncercie, ale jak zwykle odzew był zerowy. Kilka słów goryczy wyleję na Wasze głowy na końcu tego sprawozdania.

 Budgie to trio z Cardiff, stolicy Walii, istniejące od 1968 roku i grające klasycznego hard rocka. Obok Black Sabbath, Led Zeppelin i Deep Purple, zespół miał kapitalne znaczenie dla rozwoju gatunku heavy metal. Początek prawdziwej kariery to rok 1971, kiedy to ukazał się ich pierwszy album, zatytułowany po prostu „Budgie”. Rok później był „Squawk”, ale dopiero „Never Turn Your Back On A Friend” z 1973 roku to było to. Album otwiera „Breadfan”, później super kawałek „Baby Please Don’t Go” i na koniec przepiękna ballada „Parents”. Jednak największym sukcesem komercyjnym okazał się „In For The Kill” z 1974. Po tej płycie był jeszcze klasyczny, najcięższy album zespołu, zatytułowany „Bandolier” i dla mnie to była ostatnia „dobra” płyta Budgie. Przez trzydzieści lat zespół wydał jeszcze dziesięć płyt i kilka albumów kompilacyjnych, z czego najbardziej polecam dwupłytowy „And Ecstasy Of Fumbling: The Definitive Anthology”, przepięknie wydany w 1996 roku przez niemiecką wytwórnię Repertoire Records i zawierający wszystkie najlepsze kawałki zespołu oraz książeczkę z esejem Chrisa Welch’a, znanego krytyka muzycznego, pisującego dla „Melody Maker” i później dla „Metal Hammer”. Autora wielu popularnych książek muzycznych, takich jak: „Black Sabbath”, „Def Leppard: An Illustrated Biography”, „Cream: Strange Brew” czy „The Complete Guide To The Music Of Genesis”.

Troche się martwiłem tym, że w dniu koncertu mam w college’u zajęcia z academic skills, które sie kończą o godz. 21:00, ale miałem nadzieję, że przed Budgie ktoś zagra i tak też się stało. Wcześniej umówilem się jeszcze ze swoim kumplem Remi, który na nieszczęście kończyl pracę o tej samej godzinie co ja swoje lekcje w college’u. Jednak cieszyłem się z tego, że w ogóle ktoś będzie i że na koncert nie idę sam. W Bierkeller byłem kilka minut po 21:00 i zdążyłem się tylko nieco rozejrzeć po sali i już zabrzmiały pierwsze dźwięki. Jezu, aż mi ciarki przeszły po plecach. Z początku myślałem, że mam do czynienia z jakimś nowym, młodszym wokalistą, świetnie naśladującym Shelley’a, ale podszedłem bliżej i z niedowierzaniem stwierdziłem że to On, Burke we własnej postaci. Nieduży facecik z ogromnymi dłońmi, dużymi stopami i wysokim głosem. Jak on to robi, że w wieku 56 lat wygląda tak świetnie???

Budgie byli w Polsce dwa razy, w 1982 i 2004 roku. W 1982 był stan wojenny a ja w samym środku tego bagna, tzn. byłem w wojsku, a w 2004 informacja o koncercie po prostu do mnie nie dotarła. Tak więc słyszę na żywo dźwięki, które mi są tak bliskie. Odżyły wspomnienia z lat młodzieńczych, wróciła muzyka z płyt Budgie, które były dla nas, fanów dobrego hard rocka, jak relikwie. Dla porządku dodam, że taka jedna płyta kosztowała połowę mojej miesięcznej wypłaty. Może właśnie to jest powodem innego podejścia do muzyki mojego pokolenia i współczesnej młodzieży?

Budgie wystąpił w nieco odmłodzonym składzie: Burke Shelley (od początku w zespole) – vocals & bass guitar, Steve Williams (w zespole od 1975) – drums, Simon Lees (w zespole od 2002) – guitars & vocals. Nie będę tutaj przytaczać tytułów utworów, które zabrzmiały ze sceny, bo pewnie i tak nikomu nic nie powiedzą. W każdym bądź razie zespół wykonał swoje wszystkie najsłynnejsze utwory oprócz „Parents”. Remik mnie tylko zapytał, „grali już „Parents” i „Breadfan”?” Ja mu na to, „jeszcze nie”, ale po pierwszych kilku taktach powiedzialem – „masz „Breadfan””. To było na bis, czyli fantastyczna, wydłużona wersja „Breadfan” ze świetną gitarową solówką Simona.

Publiczność w różnym wieku, od dwudziestolatków, po poważnych starszych panów. Niektórzy z nich, resztkami swoich długich włosów oddawali się muzycznej ekstazie, kiwając energicznie głowami w górę i w dół. Piękny i wzruszający to widok. Życzę każdemu z Was tyle energii i miłości do muzyki w okresie, kiedy będziecie mieli po 40 czy 50 lat. Nie zabrakło wśród publiczności pań, co było bardzo miłym akcentem tego koncertu. Zawsze z wielkim szacunkiem patrzę na dziewczyny i kobiety, które prawdziwie kochają muzykę i nigdy nie zapominają o uczcie dla duszy, mimo wielu obowiązków rodzinnych i zawodowych.

Remik zrobił mnóstwo zdjęć podczas koncertu, ale największa nagroda czekała na nas po koncercie. Bez żadnych kłopotów z ochroną, zagaiłem do Burke’a o chwilę rozmowy i już są. Uściski dłoni, uśmiechy, wzruszenie i zaniemówiony Remik. Dla niego to ulubiony zespół jego ojca, który zbierał ich winyle i pozwalał synowi od czasu do czasu ich dotknąć. Dla mnie to wspomnienie szalonych lat młodości, nauki w Toruniu, moich przyjaciół z Torunia i Mrągowa, pobytu w toruńskim szpitalu. Obrazy z przeszłości wracały jak żywe. Piękne uczucie, dla którego warto wydać każdą kasę. Tak więc pogadaliśmy trochę z Burke’m, który wyciągnąl polską flagę mówiąc: „to dostalem od polskich fanów na koncercie w Swindon”. To ja mu na to: „Burke, wy macie więcej fanów w Polsce niż tutaj”. „Tak”, odpowiedział, „to prawda. Koncerty w Polsce były fantastyczne.” Potem zapytałem Simona: Chłopie, skąd ty się wziąłeś? Na to on z uśmiechem opowiedział mi co nieco o sobie. Okazało się, że Simon ma bogatą przeszłość nie tylko jako gitarzysta, ale również jako producent, inżynier dźwięku, muzyk sesyjny i nauczyciel gry na gitarze i basie! Rozmowa była arcyciekawa. Na koniec pamiątkowe zdjęcia z zespołem, uściski dłoni, podziękowania i droga powrotna. Remik mówi: „Kurde, ci wszyscy słynni metalowcy, ze Slayerem na czele, mogą za Simonem gitarę nosić. Gra super! W ogóle to był super koncert!” Ja się z tym w pełni zgadzam. To był jeden z lepszych koncertów w moim życiu.

Na koniec mała dygresja do Rodaków. Ludzie, marnujecie swoje najlepsze lata siedząc w domu lub bezmyślnie żłopiąc piwo w pubie. Ja wiem że to jest fajne, bo sam to robię od czasu do czasu, ale na Boga! Nie na tym polega życie! Ruszcie swoje tyłki, bo co Wam zostanie ze wspomnień z Waszego bristolskiego epizodu? Wiecie ilu było Polaków na tym koncercie? Trzech, wliczając mnie. Taka ilość jest żenująca i nie mogę tego zrozumieć. Co się z Wami dzieje? 

!!! LINK DO GALERII !!! (nie zapomnijcie wlączyc glośników)

Text: Bristl

Photo: Remi

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

BRISTOLSKIE CIEKAWOSTKI

WÓDKA, PO KTÓREJ NIE BOLI GŁOWA ?
ImageDavid Nutt z Uniwersytetu w Bristolu opublikował projekt "zdrowej" wódki w czasopiśmie "Journal of Psychopharmacology". Brytyjski farmakolog twierdzi, iż wynaleziona przez niego substancja będzie działać tak jak zwykła wódka, ale wywoływać tylko niektóre efekty działania alkoholu, tylko te,które uważamy za miłe i pożądane. Po wypiciu mikstury będziemy czuć się zrelaksowani i weseli ( nie będziemy wszczynać awantur w trakcie imprezy) i unikniemy porannego kaca i chorób wątroby.
 

KOMENTARZ PRZED PÓŁNOCĄ

O SUBTELNOŚCI SPŁUCZKI

Przeczytałem gdzieś kiedyś, że rodzaj ludzki dzieli się następująco: na orłów i na tak zwanych dziobaków. Pojęcie orła wydaje się być wystarczająco jasne, dziobak natomiast jest to taki drób, który dziobie sobie równo wszystko to, co mu podsypie życie. Bez wyjątku…     ****CZYTAJ WIĘCEJ****